Jan Stawisiński urodził się 29 czerwca 1960 r. w Sławnie w domu Alojzego i Janiny. W 1961 r. rodzina przeprowadziła się do Koszalina. Tam w 1975 r. Jan ukończył Szkołę Podstawową nr 8, następnie uczęszczał do Zasadniczej Szkoły Zawodowej, gdzie kształcił się w zawodzie elektromontera (1975 – 1978 r.). W 1979 r. rozpoczął naukę w Technikum Elektryczno-Elektronicznym, jednak postanowił zrezygnować z tej formy edukacji i wyjechać na Śląsk, zamierzał zostać górnikiem. W 1980 r. zaczął uczęszczać do Technikum Górniczego dla Dorosłych w Katowicach. W okresach wakacyjnych pracował jako ratownik WOPR. 25 września 1979 r. został zatrudniony w KWK "Wujek", początkowo jako robotnik niewykwalifikowany, a od 1 sierpnia 1981 r. na stanowisku mł. górnika. Zachowane dokumenty źródłowe nie pozwalają stwierdzić czy Jan Stawisiński był członkiem powstałego we wrześniu 1980 r. Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność". Z pewnością brał udział w proteście w dniu 16 grudnia 1981r. W czasie akcji pacyfikacji strajku przez siły milicyjno-wojskowe otrzymał postrzał w głowę. Został przewieziony do szpitala w Katowicach-Szopienicach.
"Rodzice nocami słuchali zagłuszanego Radia Wolna Europa. 16 grudnia [1981 r.] mówili w radiu, że w Wujku strzelali i zginęli ludzie" – relacjonuje siostra górnika Małgorzata Haciska. – "Matczyne serce czuło i mama po uzyskaniu pozwolenia na wyjazd do Katowic, pojechała tam z siostrą – Beatą. Świętej Pamięci Mama szukała go wraz z jego kolegami po katowickich szpitalach. Jasia odnaleziono w Szopienicach i później przewieziono do Ochojca. Mama zatrudniła się w szpitalu jako salowa i była przy synu do końca…".
Jan Stawisiński nie odzyskał przytomności, zmarł 25 stycznia 1982 r. Bezpośrednią przyczyną śmierci było nieodwracalne uszkodzenie mózgu i związane z nim liczne komplikacje. Jan Stawisiński był kawalerem. Cztery dni później został pochowany na cmentarzu w Koszalinie, pogrzeb odbył się przy obstawie SB i MO.
"W trakcie nabożeństwa żałobnego w kościele parafialnym franciszkanów pw. [Podwyższenia] Krzyża [Świętego] w Koszalinie uczestniczyło koło 100 osób. Kazania nie wygłoszono. Na cmentarzu mowę pożegnalną wygłosił o. Rajmund Marszałkowski – wikariusz wspomnianej parafii. Po odmówieniu wspólnej modlitwy, zakonnik nawiązał do daty 16 grudnia 1980 r., związanej z odsłonięciem Pomnika Poległych Robotników na Wybrzeżu. Wspominał, że w czasie tychże uroczystości składano oficjalne deklaracje, że tragedia Grudnia z 1970 r. nigdy nie może się powtórzyć. Serca Polaków pałały wówczas nadzieją – kontynuował mówca, że rozpoczyna się nowy etap historii, który zapewni wszystkim poczucie jedności i sprawiedliwości. I oto nowe ofiary, i oto znowu stajemy nad trumną młodego człowieka, który oddaje życie dla tej samej sprawy. Jakie więc gwarancje, jakie więc zaufanie do tych, którzy zapewniali?". "Bóg upomni się o to życie, bo ta krew woła o pomstę do Nieba. Kainowa zbrodnia dokonana na bracie Polaku, który pragnął, jak wszyscy pragniemy dobra. Dlatego chciejmy wyrazić naszą jedność z całym narodem i błagajmy Boga, by słowa psalmu wypisane u stóp Trzech Krzyży w Gdańsku, spełniły się w naszym narodzie i aby na spełnienie ich nie trzeba było długo czekać".
29 sierpnia 1990 r. został pośmiertnie odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami przez prezydenta RP na Uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego, zaś 7 grudnia 1992 r. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski przez prezydenta RP Lecha Wałęsę. W 2015 r. pośmiertnie odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności.
Upamiętniono go wraz z innymi górnikami poległymi 16 grudnia 1981, Pomnikiem ku czci poległych górników z KWK "Wujek" w dniu 16 grudnia 1981 roku w okresie stanu wojennego (1991).






