W grudniu 1981 roku, po ogłoszeniu stanu wojennego w Polsce, kopalnia "Wujek" w Katowicach stała się areną dramatycznych wydarzeń, które głęboko wpisały się w pamięć narodową. Strajk górników, rozpoczęty w reakcji na stan wojenny, był kluczowym aktem protestu przeciwko represjom politycznym i ograniczaniu praw obywatelskich. Przedstawiamy kronikę tych zdarzeń.
W nocy z 12 na 13 grudnia funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i ZOMO przeprowadzili atak na mieszkanie Jana Ludwiczaka, przewodniczącego Komisji Zakładowej "Solidarności" w kopalni "Wujek". Milicjanci i zomowcy brutalnie wtargnęli do mieszkania, pobili obecnych górników, a Ludwiczaka zatrzymali. Stanisław Siorek opisuje, jak został zaatakowany i stracił przytomność. W odpowiedzi na te wydarzenia, górnicy zdecydowali się na rozpoczęcie strajku.
W pewnym momencie ktoś krzyknął
– Pod mur!
I wtedy otrzymałem uderzenie
w tył głowy, upadłem.
Jan Ludwiczak

Reakcja tłumu była dla mnie zaskakująca.
W pierwszej chwili okrzyknięto nas zdrajcami.
Zdradziliśmy ich, bo chcemy namawiać ludzi do tego, żeby wracali do pracy.
Trzeba było ludziom wyjaśniać, że to jest życzenie komisarza wojskowego
…a decyzja należy do nich.
Stanisław Płatek
Decyzja zapadła demokratycznie, zdecydowana większość górników była za strajkiem. Dyrekcji kopalni oraz przedstawicielom wojska przedstawiono postulaty strajkującej załogi "Wujka". Władza miała: uwolnić Jana Ludwiczaka oraz innych internowanych, odwołać stan wojenny i przestrzegać porozumień zawartych przez stronę rządową w sierpniu i wrześniu 1980 r.

Gdy rozniosły się wieści o tym, że załoga "Wujka" strajkuje – już od poniedziałkowego popołudnia pod kopalnią zaczęli gromadzić się ludzie, rodziny, krewni, znajomi, którzy wspierali górników np. przynosząc im pieczywo, wędliny, papierosy, herbatę.
Tego dnia ks. Henryk Bolczyk ponownie odprawił dla górników Mszę św. w łaźni łańcuszkowej.
Na wieść o pierwszych pacyfikacjach zakładów pracy, górnicy postanowili zabezpieczyć kopalnię m.in. po jej terenie chodziły górnicze patrole, a w kilku miejscach postawiono barykady, by w ten sposób utrudnić zomowcom zajęcie "Wujka".
We wtorek ks. Bolczyk ponownie był w kopalni. Jednak Msza święta nie została odprawiona. Obawiano się, że może ją zakłócić akcja pacyfikacyjna. Górnicy zaczęli za to odmawiać Różaniec, który i tak został przerwany fałszywym alarmem.
Wszyscy zmierzali w kierunku wyjścia (…). Stałem intensywnie myśląc, co się może stać. (…) Jednego z młodzieńców pamiętam z drżącą ręką, z obrazkiem świętym na tej dłoni patrzy mi w oczy (…) i prosi: Niech ksiądz mnie pobłogosławi. Pobłogosławiłem go (…).
Ks. Henryk Bolczyk

Gnani wodą (…) ludzie uciekali w stroną dyrekcji i połączyli się z tamtejszym tłumem. Ludzie uciekali do budynku dyrekcji, inni w stronę pobliskiego parkingu, a jeszcze inni w kierunku małego parku. Ja najpierw wbiegłam do budynku dyrekcji. Zapamiętałam dwie, może szesnastoletnie, dziewczyny, które płakały i wołały: Tam jest nasz tatuś!. Z dyrekcji wybiegłam i schowałam się pomiędzy dwoma czołgami. Stały mniej więcej tyłem do parku i dyrekcji, a lufy miały skierowane w stronę kopalni.
Ewa Widuch
Milicja i ZOMO po rozpędzeniu tłumu przystąpiły do pacyfikacji kopalni. W kierunku "Wujka" wystrzeliwano gazy łzawiące i świece dymne, a strajkujących polewano wodą z armatek. Akcja pacyfikacyjna przebiegała na kilku kierunkach (od strony bramy kolejowej, od strony ul. Pola czołg staranował magazyn farb i lakierów), ale główne siły uderzyły na plac pomiędzy kotłownią, a magazynem odzieżowym. Funkcjonariusze weszli na teren kopalni przez wyłom w ogrodzeniu, które staranował czołg.

W momencie, kiedy siły pacyfikacyjne nie mogły wedrzeć się w głąb kopalni, na teren "Wujka" weszli funkcjonariusze plutonu specjalnego ZOMO, uzbrojeni w pistolety maszynowe. W stronę strajkujących górników padły strzały.
Dobiegłem do miejsca gdzie była waga. Zobaczyłem, że koło schodów, to znaczy koło kotłowni leży człowiek. Chciałem tam podbiec i go trochę podciągnąć, i wtedy poczułem ból.
Jan Futyma
Trwała kanonada i strzelanina. Widzę z odległości 25-30 metrów [jak] kolegów znoszą z pola ostrzału do izby sanitarnej. W międzyczasie również zauważyłem, że mój kolega Płatek też słania się na nogach. Podbiegłem do niego (…). Widzę, że jest postrzelony. Wtedy zorientowałem się, że została użyta broń.
Adam Skwira

Rannych, górnicy przenosili do przyszybowego punktu opatrunkowego, do którego dotarli już lekarze z pobliskich ośrodków zdrowia. Ciała zabitych górników zostały przeniesione do mieszczącej się w tym samym budynku Stacji Ratownictwa Górniczego.
Strajk został zakończony. Na miejscu zostało zastrzelonych 6 górników, 3 kolejnych zmarło w szpitalach, a 23 zostało postrzelonych. Załogi karetek pogotowia, które ewakuowany rannych i zagazowanych górników były narażone na zatrzymanie i bicie przez zomowców.

16 grudnia 1981 r., w dniu pacyfikacji kopalni, do Stacji Ratownictwa Górniczego, w której znajdowały się ciała zastrzelonych górników, strajkujący przynieśli swój misyjny krzyż. Jeszcze tego samego dnia w godzinach popołudniowych górnicy ustawili go w wyłomie ogrodzenia dokonanym przez czołg. To właśnie przez ten wyłom na teren kopalni weszli zomowcy.
Przez całe lata 80. krzyż był miejscem pamięci. Pomimo represji, które mogły spotkać każdego, kto modlił się przy nim, kto złożył kwiaty, zapalił świeczkę.
23 czerwca 1991 r. rozpoczęto budowę pomnika; na ten czas drewniany krzyż został umieszczony w kaplicy Matki Boskiej Bolesnej przy ulicy Pięknej w Katowicach-Brynowie.

23 grudnia 1981 r . Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Gliwicach postanowiła w trybie doraźnym: wszcząć śledztwo w sprawie organizowania i kierowania strajkiem w dniach 13-16 grudnia 1981 w KWK "Wujek" .
Aktem oskarżenia z 13 stycznia 1982 r . objętych zostało 9 osób, wobec których, w dniu przedstawienia zarzutu, zastosowano areszt (jednocześnie wszczęte śledztwo wobec członków plutonu specjalnego ZOMO w kwestii użycia broni palnej – zostało umorzone 20 stycznia 1982 r.).
Proces dziewiątki z "Wujka" rozpoczął się 3 lutego i zakończył się wyrokiem ogłoszonym 9 lutego 1982 roku. Sąd Śląskiego Okręgu Wojskowego we Wrocławiu na sesji wyjazdowej w Katowicach skazał czterech przywódców strajku w kopalni "Wujek" na kary od 3 do 4 lat więzienia, cztery osoby uniewinniono, a postępowanie wobec jednego górnika zostało umorzone.
Najwyższy wyrok usłyszał Stanisław Płatek: 4 lata pozbawienia wolności i trzyletni okres pozbawienia praw publicznych. Jerzy Wartak został skazany na 3 lata i pół roku pozbawienia wolności oraz pozbawienie praw publicznych na 3 lata. Adama Skwirę i Mariana Głucha sąd skazał na 3 lata więzienia i pozbawienie praw publicznych na 2 lata.

W nocy z 12 na 13 grudnia funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i ZOMO przeprowadzili atak na mieszkanie Jana Ludwiczaka, przewodniczącego Komisji Zakładowej "Solidarności" w kopalni "Wujek". Milicjanci i zomowcy brutalnie wtargnęli do mieszkania, pobili obecnych górników, a Ludwiczaka zatrzymali. Stanisław Siorek opisuje, jak został zaatakowany i stracił przytomność. W odpowiedzi na te wydarzenia, górnicy zdecydowali się na rozpoczęcie strajku.
W pewnym momencie ktoś krzyknął
– Pod mur!
I wtedy otrzymałem uderzenie
w tył głowy, upadłem.
Janusz Ludwiczak

W nocy z 12 na 13 grudnia funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i ZOMO przeprowadzili atak na mieszkanie Jana Ludwiczaka, przewodniczącego Komisji Zakładowej "Solidarności" w kopalni "Wujek". Milicjanci i zomowcy brutalnie wtargnęli do mieszkania, pobili obecnych górników, a Ludwiczaka zatrzymali. Stanisław Siorek opisuje, jak został zaatakowany i stracił przytomność. W odpowiedzi na te wydarzenia, górnicy zdecydowali się na rozpoczęcie strajku.
W pewnym momencie ktoś krzyknął
– Pod mur!
I wtedy otrzymałem uderzenie
w tył głowy, upadłem.
Janusz Ludwiczak

W nocy z 12 na 13 grudnia funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i ZOMO przeprowadzili atak na mieszkanie Jana Ludwiczaka, przewodniczącego Komisji Zakładowej "Solidarności" w kopalni "Wujek". Milicjanci i zomowcy brutalnie wtargnęli do mieszkania, pobili obecnych górników, a Ludwiczaka zatrzymali. Stanisław Siorek opisuje, jak został zaatakowany i stracił przytomność. W odpowiedzi na te wydarzenia, górnicy zdecydowali się na rozpoczęcie strajku.
W pewnym momencie ktoś krzyknął
– Pod mur!
I wtedy otrzymałem uderzenie
w tył głowy, upadłem.
Janusz Ludwiczak

W nocy z 12 na 13 grudnia funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i ZOMO przeprowadzili atak na mieszkanie Jana Ludwiczaka, przewodniczącego Komisji Zakładowej "Solidarności" w kopalni "Wujek". Milicjanci i zomowcy brutalnie wtargnęli do mieszkania, pobili obecnych górników, a Ludwiczaka zatrzymali. Stanisław Siorek opisuje, jak został zaatakowany i stracił przytomność. W odpowiedzi na te wydarzenia, górnicy zdecydowali się na rozpoczęcie strajku.
W pewnym momencie ktoś krzyknął
– Pod mur!
I wtedy otrzymałem uderzenie
w tył głowy, upadłem.
Janusz Ludwiczak



